Jak często się przepoczwarzasz?

Shawn Scammahorn
To taki proces, w którym czujesz jak część Ciebie się zmienia, przestaje być adekwatna, umiera – i czas powiedzieć jej do widzenia i nazwać, poczuć nowe kawałki.

Proces przepoczwarzania nie jest przyjemny, w każdym razie ja go nie lubię. Czuję wtedy, że wali się część mojego kosmosu, mojej tożsamości. Rozpadam się na kawałki. Naukowe określenie to dezintegracja pozytywna. Brzmi zachęcająco, ale osobiście odczuwam ten proces jako bycie w „czarnej d...”. To, co wcześniej działało, już nie działa, a nowego jeszcze nie ma. To w co wierzyłam, nie jest już prawdą objawioną, tylko jakimś wycinkiem.



Może dlatego, kiedy ktoś przekonuje mnie z zapałem fanatyka, że jego prawda jest jedyna i obiektywna i najlepsza, to uruchamia mi się czujnik – ten ktoś nie przechodzi zbyt często transformacji, nie rozwija się, nie poszerza horyzontów. Inaczej zdawałby sobie sprawę, że wraz z doświadczeniami i nową wiedzą – nasze prawdy ewoluują. W tym sensie ufam ludziom, którzy mówią prawdy wyważone, ujmujące temat wieloaspektowo i są otwarci na kolejne poszerzenie.

Właśnie przechodzę kolejną transformację, czuję że coś się we mnie zmienia, coś dojrzewa, jestem gotowa na kolejny etap. Staram się to złapać, zrozumieć, nazwać, ale jeszcze nie wiem do końca... Ufam procesowi transformacji, bo przechodzę go regularnie, co kilka miesięcy. Potrafię rozpoznać, kiedy się zbliża – świat jakby spowalnia, robi się więcej przestrzeni, a mnie zaczyna nosić. Często dopada mnie potrzeba sprzątania, myję okna, podłogę, wyrzucam rzeczy, których już nie noszę, kasuję numery telefonów osób, z którymi i tak się nie kontaktuję, itd. Sprzątam na wielu polach. Niby dużo się dzieje na zewnątrz, ale nie odczuwam, żeby to miało głębszy sens. Ot, dzieje się i tyle, nie jestem podłączona do źródła.

Ten czas trzeba wytrzymać. Jest ważny, bo katapultuje do innego kosmosu – jak w grze – jeśli wyciągniesz wnioski, wchodzisz na kolejny poziom (level). Jeśli nie wyciągniesz – przechodzisz to samo ponownie, być może w trochę innym otoczeniu.

Nie wolno się w tym czasie zagłuszać – kompulsywne imprezy, zarzucenie się pracą, spotkania towarzyskie – nie rób tego, bo opóźnisz w ten sposób własny rozwój. Najlepsze, co można w tym momencie zrobić, to wsłuchać się w siebie i pytać: Na co teraz jest czas? Na co jestem gotowa/y? Co chcę zmienić? Za czym tęsknię? O co chodzi? Pytać swojego ciała: Co chcesz mi przekazać?

Jeśli szczerze i odważnie odpowiesz sobie na te pytania doświadczysz, na czym polega dezintegracja pozytywna. Że wprawdzie rozpadasz się, ale tylko po to, żeby złożyć się w nowej, lepszej wersji.

Dlatego akceptuję bycie w czarnej d... Bo to najbardziej twórcze momenty w moim życiu, porządkujące świat na co najmniej kilka kolejnych miesięcy. Mam strzał dopaminy (następny level osiągnięty), adrenaliny (wow!) i serotoniny (poczucie szczęścia). Złożona na nowo działam z nową mocą, z innego miejsca, znacznie skuteczniej, znacznie bardziej „w punkt”.

Jeśli przechodzisz regularnie takie stany, to jest to dobra wiadomość. Więcej. To oznacza, że się rozwijasz, uczysz, wyciągasz wnioski, nabierasz dojrzałości i głębi.

Jeśli tego nie przechodzisz – to być może utknęłaś/eś gdzieś w strefie komfortu, niewiele zmieniasz w swoim życiu, przebywasz ciągle z tymi samymi ludźmi, czytasz książki, które wyłącznie potwierdzają Twój światopogląd. Inne odrzucasz – nie traktujesz ich poważnie, jako głupie, niewłaściwe, śmieszne. W takim zawieszeniu raczej nie czujesz się spełniona/y, odczuwasz stagnację, nudę, marazm, często bezsens.

Jeśli nie wiesz, co zrobić, żeby z tego wyjść, a masz otwartość i chcesz... to wcale nie jest takie trudne. Na początek poczytaj, posłuchaj, spotkaj się z ludźmi, którzy mają odmienne poglądy od Twoich. Ludzi, którzy coś osiągnęli w życiu. I zamiast, jak dotychczas, odrzucać ich punkt widzenia całkowicie, spróbuj znaleźć w nim coś wartościowego, coś co by Cię mogło wzbogacić.

Wchłoń w siebie trochę treści z innego matrixa niż Twój. To będzie pierwszy krok. Wiesz, co jest najzabawniejsze? Albo w sumie tragicznie?

Że ten matrix, w którym tkwisz i nie potrafisz z niego wyjść, to wcale nie jest Twój matrix. Raczej nie zbudowałaś/eś go świadomie. Najprawdopodobiej to zlepek światopoglądów, które wyniosłeś z domu rodzinnego, ze szkoły, z różnych etapów życia. Po prostu się do Ciebie poprzyklejały... A więc tkwisz w matrixie, w światopoglądzie, który nawet nie jest Twój! Żeby znaleźć się we własnym trzeba przejść wiele procesów transformacji, wiele dezintegracji pozytywnych. W każdej po kawałku wyzwalasz się z nie swoich i nieaktualnych kawałków – i dowiadujesz się coraz bardziej kim tak naprawdę jesteś i co jest dla Ciebie ważne.

A co to ma wspólnego ze spełnieniem zawodowym? To pierwszy etap. Bez znajomości siebie nie będziesz wiedzieć jaka droga zawodowa jest dla Ciebie najbardziej adekwatna.

Na co jesteś teraz gotowa/y?
Trwa ładowanie komentarzy...